poniedziałek, 14 grudnia 2009

Lego w nowej odsłonie - Artur Wabik, „John Runnings. The Berlin Wall Walker”



W krakowskich Delikatesach obejrzeć można wykonaną w „medium” klocków Lego dioramę Artura Wabika pt. "John Runnings. The Berlin Wall Walker". Stworzona z okazji dwudziestej rocznicy upadku muru berlińskiego praca przedstawia jedną z akcji Johna Runningsa, pacyfisty z USA. W listopadzie 1986 roku wdrapał się on na mur i odłupał jego fragment (kawałek do obejrzenia w muzeum Checkpoint Charlie w Berlinie). Artur Wabik wiernie oddał całą sytuację, widzimy więc m.in.  idącego po murze brodatego Runningsa z kilofem, lekarza, dziennikarza, kamerzystę i oświetleniowca, a po drugiej stronie muru - strażników z karabinem i psem. Do zestawu dołączone jest pudełko, na którym podano zalecany wiek użytkowników zabawki (9-11) oraz logo społeczności sympatyków Lego - AFOL (Adult Fans of Lego).

Na pierwszy rzut oka praca ta opiera się wyłącznie na powtórzeniu dobrze już wszystkim znanego pomysłu wykorzystania kultowej zabawki do uobecnienia wydarzenia z przeszłości - by wspomnieć choćby skonstruowane przez Zbigniewa Liberę komplety do budowy obozu koncentracyjnego. Przy bliższym oglądzie podobieństwo to nie wydaje się jednak tak oczywiste. Co więcej, dioramę Wabika można uznać za swoistego rodzaju polemikę z wytworem Libery.

Bogata znaczeniowo praca tego ostatniego zwracała m.in. uwagę na banalizację pamięci, a więc takie przyswajanie historii, w wyniku którego czyni się z niej popkulturowy gadget, czy zabawkę właśnie, zapoznając 'po drodze' wymiar tragiczności. Lego jako uosobienie racjonalności (artysta stwierdzał, że „nie można z tych klocków zbudować nic, na co nie pozwala precyzyjny, racjonalny system") dobrze ponadto pasowało do racjonalności nazistowskiego systemu obozów. Całość wskazywała na możliwość modelowania zachowań dzieci przez zabawkę: jako, że dopuszcza ona ograniczony zbiór możliwości zastosowania, jest dobrym narzędziem kontroli i wychowania. De facto zatem praca Libery nie tylko odnosiła się do kwestii edukacji, ale i krytykowała same klocki (co zdaje się, że firma Lego dostrzegła, wycofując się ze wsparcia dla artysty).

Przyjrzyjmy się teraz pracy Wabika. Tym razem Lego przyczyniło się do upamiętnienia wydarzenia o zupełnie innym charakterze – zamiast nazistowskiej zbrodni mamy pacyfistyczny akt sprzeciwu, a więc wydarzenie raczej cieszące się powszechną aprobatą, przywołujące szereg bliskich wielu ludziom wartości. Co ciekawe, Wabik w przeciwieństwie do Libery, który klocki przycinał i sklejał, nie przekształcił dostępnego mu uniwersum elementów – wykorzystał wyłącznie te oryginalne nie dokonując w nich żadnych zmian.

W tym sensie krytyka Libery w odniesieniu do racjonalności Lego wydaje się nietrafna: po pierwsze, tylko pośrednio odnosi się ona do oryginalnej zabawki, gdyż Libera dokonał jej modyfikacji, ingerencji w strukturę (de facto zatem nie chodzi o 'Lego-jako-takie' lecz 'Lego-zmodyfikowane-przez-Liberę'), po drugie, praca Wabika wskazuje na prymat intencji odbiorcy w kontakcie zabawką – w obliczu zróżnicowania klocków i idącej za tym ogromnej liczby ich możliwych zestawień trudno mówić o jakimkolwiek ‘pozwalaniu’ na coś przez system – jedynym ograniczeniem jest fantazja użytkownika. Jasne, firma - tworząc zestawy - sugeruje, co można z klockami uczynić, niemniej jak wiemy największą frajdę sprawia nie tyle naśladowanie zaproponowanych przez producenta wzorów, co wymyślanie własnych konstrukcji - co też fani Lego od wielu lat robią, prezentując swe wytwory np. w internecie i co też uczynił Artur Wabik.

Dialog obu prac dokonuje się również w odniesieniu do rodzaju przywoływanych przez nie wydarzeń – w pracy Wabika nasz niemiecki sąsiad zostaje ukazany od nieco innej niż zazwyczaj strony – nie jako zadający cierpienie wojenny najeźdźca, lecz jako ukarany drastycznym podziałem cierpiący. W tym sensie praca ta wpisuje się w zaistniałą w ostatnich latach zmianę perspektywy postrzegania wydarzeń w trakcie drugiej wojny i po niej, polegającą na ukazaniu cierpień również po ‘tej drugiej’ stronie (oczywiście bez prób usprawiedliwiania jej win).

Praca Artura Wabika broni Lego (a więc i - pośrednio - części kultury masowej) również poprzez wskazanie, że w odniesieniu do nieco 'lżejszych' tematów może całkiem dobrze się sprawdzić: o ile wykorzystanie klocków do przedstawienia obozów szokuje, o tyle użycie ich do ukazania wydarzenia znacznie mniejszego kalibru, okazuje się być całkiem w porządku. Dla mnie sprawdzianem dla zabawki była reakcja dziewczynki, która pojawiła się w Delikatesach razem z mamą - po ujrzeniu dioramy dziecko nie chciało od niej odejść i aż żal było, że całość została zaprezentowana w szklanej gablocie. Praca z pewnością budzi ciekawość i może służyć rozbudzeniu zainteresowania historią. Okazuje się zatem, że pewna część popkultury może spełniać pozytywne funkcje - oczywiście zakładając, że budzone przez nią zainteresowanie nie ograniczy się wyłącznie do niej samej, ale wyzwoli pragnienie poszerzenia wiedzy.

W dioramie Wabika Lego zmienia się zatem z krzewiącej nieludzkie zachowania racjonalnej maszyny w realizujące humanistyczny ideał narzędzie wolnej wyobraźni. Z tego względu praca ta stanowi interesujący punkt odniesienia dla mającej właśnie miejsce w Warszawie retrospektywy twórczości Libery.

PS Zainteresowanych tematem odsyłam do artykułu Artura Wabika na temat AFOL opublikowanego w Autoportrecie, w którym przedstawia on społeczność AFOL wskazując, że zainteresowanie historią i polityką nie jest w jej obrębie rzadkie: "Warto wspomnieć tu gigantycznych rozmiarów dioramę przedstawiającą Kapitol w dniu inauguracji prezydentury Baracka Obamy, zrealizowaną na początku roku 2009 w kalifornijskim oddziale Legolandu. Oprócz prezydenta-elekta za pomocą klocków sportretowanych zostało przy tej okazji kilkadziesiąt innych osób publicznych, m. in. George W. Bush, Bill Clinton, Oprah Winfrey, czy Aretha Franklin. Kilka miesięcy wcześniej, w październiku 2008 roku, Marcin Danielak – polski AFOL budujący pod pseudonimem Hipopotam – zaprezentował w internecie winietkę przedstawiającą w humorystyczny sposób prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska podczas wyścigu do pojedynczego, pustego krzesła. "



12 komentarzy:

hippotam pisze...

Pozwolę sobie skomentować ten artykuł w sposób zamierzenie tendencyjny i z pozycji skrajnej, jak na hardkorowego AFOLa przystało.

1. Z Liberą i LEGO to zdaje się było trochę inaczej. Piszę o tym u siebie na blogu.
2. Ruch AFOLi nie ma swojego logo. Logo użyte w omawianej pracy to po prostu skrót AFOL napisany krojem liter LEGO.
3. Diorama Kapitolu ma tyle wspólnego z ruchem AFOLi co kino niezależne z agencją reklamową. Diorama zastała wykonana przez pracowników LEGO w ramach godzin pracy - jako promocja marki.
4. Dziękuję za zaskakujące wymienienie mnie z imienia i nazwiska jak również litościwe przekręcenie mojego pseudonimu.

szarikm pisze...

Jako AFOL z krwi i kości powiadam: Notka a la Fakt. Dorabianie ideologi, nadinterpretacja.... o to w tym chodzi?

Ilość zainteresowań Sz. P. blogerki mówią same za siebie. Nie można by się w czymś specjalizować? Fachowiec zna się na jednej rzeczy.

Zainteresowanych tematyką klockową oraz zgłębieniem duszy AFOLa (oraz AFOLek!) zapraszam na stronę www.lugpol.pl

PS. Tak z ciekawości, mogę liczyć na interpretację (lub wypracowania w rodzaju: "co autor miał na myśli") tej pracy ? Tak bez pytania Google. Jestem bardzo ciekawy interpretacji.

Z poważaniem
szarikm

szarikm pisze...

Przepraszam za pomyłkę - praca do zinterpretowania znajduje się TUTAJ

Artur Wabik pisze...

@ hippotam

Tak, to przekręcenie to akurat moja wina. Serdecznie przepraszam. Autokorekta w wordzie przekręciła i niestety tak już poszło do druku. Powinienem był to wyłapać w ostatnim czytaniu. Obawiam się, że tekst będzie teraz już zawsze cytowany z tym błędem.

Przyznam szczerze, że od początku byłem ciekaw opinii hardkorowego AFOLa. Zarówno mój tekst dla "Autoportretu", jak i późniejsza praca z klocków powstały z myślą o odbiorcach nieobeznanych ze społecznością AFOLi. W obu przypadkach moją intencją było raczej działanie promujące to zjawisko - rodzaj hołdu dla świata, który mnie zachwycił. Mam jednak świadomość, że moje działania mogą zostać odebrane jako "wtrącanie się w nie swoje sprawy". Podejmuję to ryzyko z pełną odpowiedzialnością.

Anonimowy pisze...

Imperial distroia

Aneta Rostkowska pisze...

hej
H. - dzięki za korektę.
Czy dorabiam ideologię do pracy? Moim zdaniem nie - bo wszystko, co napisałam zostało przeze mnie uzasadnione - jeśli uważasz inaczej, to wykaż, gdzie się mylę/gdzie nadinterpretuję. W każdym razie ciężar dowodu spoczywa na Tobie.
Hmm. uwagę co do ilości mych zainteresowań powinnam również pominąć i to z dwóch powodów: 1. wcale nie ma ich tak dużo - blog poświęcony jest sztuce współczesnej i jej teorii. 2. uwaga w żaden sposób nie odnosi się do tego, co napisałam. To typowy chwyt retoryczny nic nie wnoszący do sprawy. Czekam na konkrety.
W tym kontekście pochlebia mi pytanie o opinię w kwestii pracy z Lego :-)Bez podania większej ilości informacji niewiele da się na ten temat powiedzieć. Jak dla mnie to uśmiechnięty spoglądający w lustro facet siedzący przy przypominającym ołtarz stoliku i szklance (?) z piwem, ale może to świeczka???

Hippotam pisze...

@Artur Wabik:

Nie, wcale się nie gniewam! Tak jak zasugerowałem - przekręcenie pseudonimu jest mi na rękę.

> Przyznam szczerze, że od początku byłem ciekaw opinii hardkorowego AFOLa

Nie napisałem niczego o Twojej pracy, a skoro rozmawiamy to chyba wypada...
Największą jej wartością jest dla mnie sprzedanie historii Runningsa - nie znałem tego, a kopnęło mnie żeby poczytać coś więcej. Oceniając pracę od strony rzemiosła, to jak na debiut jest bardzo przyzwoicie. Jeśli to nie była Twoja jednorazowa przygoda z klockami, to zerknij na prace V1, on jest mistrzem jeśli chodzi o ukazywanie syfu i brudu z tamtych lat. U Ciebie jest trochę za czysto.

@Aneta Rostkowska

Hej, twój komentarz wygląda jakbyś polemizowała ze mną, ale to nie ja, to ktoś inny (szarikm) odnosił się do Twojego tekstu.

Aneta Rostkowska pisze...

H. - tak, odnoszę się do szarikm. Tobie jestem wdzięczna za uzupełnienie informacji :-)

szarikm pisze...

Przede wszystkim na początku chcę zwrócić uwagę na słowo "Lego" w Pani wypowiedzi. Domyślam się, że chodzi o "klocki LEGO". Samo "Lego" może dawać wrażenie, że ma się na myśli firmę (strategię, filozofię itp.), a nie gotowy produkt. Firma i produkt to w przypadku klocków (i raczej nie tylko klocków) dwie różne sprawy. Występuje tutaj podobna gra słów jak w przypadku "polskiego obozu śmierci - obóz śmierci w Polsce".

Czy dorabiam ideologię do pracy? Moim zdaniem nie - bo wszystko, co napisałam zostało przeze mnie uzasadnione - jeśli uważasz inaczej, to wykaż, gdzie się mylę/gdzie nadinterpretuję. W każdym razie ciężar dowodu spoczywa na Tobie.

Proszę:
De facto zatem praca Libery nie tylko odnosiła się do kwestii edukacji, ale i krytykowała same klocki (co zdaje się, że firma Lego dostrzegła, wycofując się ze wsparcia dla artysty). W jaki sposób krytykowała? Gdyby zrobił obóz z zapałek, krytykowałby zapałki? Przecież robią złe rzeczy - zgodnie z równaniem "dziecko + zapałki = pożar". Zapałki również mają "ograniczony zbiór możliwości zastosowania" - skleić, spalić lub podpalić. Każdy przedmiot posiada ograniczenia i każdy można wykorzystać do złych i dobrych celów.
Praca Artura Wabika broni [klocków - przyp. szarikm - słusznie?] Lego (a więc i - pośrednio - części kultury masowej) również poprzez wskazanie, że w odniesieniu do nieco 'lżejszych' tematów może całkiem dobrze się sprawdzić: o ile wykorzystanie klocków do przedstawienia obozów szokuje, o tyle użycie ich do ukazania wydarzenia znacznie mniejszego kalibru, okazuje się być całkiem w porządku. Już sam materiał - tym przypadku klocki - z których zostały zrobione te prace ma mówić, czy praca ma poruszać lekkie tematy czy ciężkie? Dla większości ludzi słowo LEGO - to słowo-klucz - LEGO, czyli "dla dzieci").
Czy ta dziewczynka - zrozumiała (ktoś jej powiedział) o co w "John Runnings. The Berlin Wall Walker" chodzi? Że, 20 lat temu było tak i tak? A 30 lat temu w Polsce, to już całkiem było kijowo?
Według mnie, w obydwu pracach (jak i wielu innych) - klocki stanowią tylko formę ukazania "problemu". Nie powinno się łączyć medium, jak to Pani ładnie ujęła, z treścią.
W dioramie Wabika Lego zmienia się zatem z krzewiącej nieludzkie zachowania racjonalnej maszyny w realizujące humanistyczny ideał narzędzie wolnej wyobraźni. ? - nawet nie wiem jak to zdanie ugryźć. Chociaż.... nie, ciężko mi to będzie napisać, aby zostać dobrze zrozumianym.

Nie wyrywałem zdań z kontekstu - po prostu nie będę kopiować całych fragmentów notki.


Jeszcze jedna sprawa, moje wypowiedzi na tym blogu są prywatną opinią. Reprezentują tylko moje poglądy.

Aneta Rostkowska pisze...

No, w końcu jakieś konkrety :-)
Odpowiadam zatem:
1. ad. pierwszy akapit - O którą wypowiedź Panu chodzi? Moim zdaniem z mojego tekstu jasno wynika, że chodzi o klocki wyprodukowane przez firmę Lego, a wykorzystane przez Artura Wabika do budowy dioramy. Ktoś, kto myśli, że chodzi mi o pracę wyprodukowaną przez firmę Lego nie przeczytał chyba ani kawałka tekstu.
2. ad krytyka klocków - z wypowiedzi Libery, którą przytoczyłam jasno wynika, że chciał również skrytykować klocki odwołując się do tkwiącej w nich jego zdaniem ograniczającej 'racjonalności'. I rzeczywiście zrobił to - pokazał do czego jego zdaniem zabawka może posłużyć. Jak dla mnie jest to uzasadniony sposób krytyki. Artur Wabik z kolei pokazuje, że ta krytyka była powierzchowna, na co i Pan słusznie zwraca uwagę pisząc o zapałkach. Artur zrobił to poprzez zbudowanie dioramy, która tak jak praca Libery podejmuje temat historyczny. Wszystko to zawarłam w moim tekście. De facto zatem krytykuje Pan Liberę, a nie mnie.
3. Nie wiem, jaka jest Pana teza, bo popada Pan w sprzeczność. Z jednej strony pisze Pan, że medium jest neutralne treściowo, z drugiej pisze, że klocki Lego kojarzą się z dziećmi, a zatem - jak się domyślam na podstawie tego, co pisze Pan o dziewczynce - i tematy przez nie poruszane powinny być dopasowane do świata dzieci. Jaki jest zatem Pana pogląd w tej sprawie? Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że żadne medium nie jest neutralne treściowo. To, czy widzę obraz w internecie, na wystawie w muzeum, czy w kinie ma wpływ na to, jak ów obraz zostanie przeze mnie odebrany. Pewne treści wiele tracą na ukazaniu ich w medium np. telewizji i w związku z tym lepiej prezentować je w inny sposób. Podobnie klocki Lego nie nadają się do wszystkich treści (szok towarzyszący recepcji pracy Libery świadczy, że coś tu jest na rzeczy - drastyczny temat został wszak połączony z 'dziecięcym' medium). Nie sądzę, by klocki Lego były wyłącznie dla dzieci, istnienie AFOL temu przeczy. Oczywiście można próbować medium przekształcać, dopasowywać, łączyć z innymi mediami. Ale to można robić, gdy ma się świadomość problemu.

Anonimowy pisze...

medium neutralne treściowo - skrzynia gliny i trochę farby

Aneta Rostkowska pisze...

a co z wszystkimi glinianymi wyrobami na przestrzeni lat? - to cała tradycja, którą przywołujesz używając tego materiału...